W poprzednim wpisie przybliżyłem Wam moje najbliższe plany, gdzie pojechałem na zawody, czego mogę się tam spodziewać i co chciałbym osiągnąć. Jeśli ktoś zabłądził i jeszcze nie przeczytał artykułu, zapraszam i zachęcam do przeczytania:

Tam gdzie bóg jest człowiekiem

Aktualnie jesteśmy jeszcze w drodze powrotnej do domu, Rafał za kierownicą, a ja zamiast gapić się przez szybę opowiem Wam co przydarzyło się w Portugalii. Jedziemy!

Baja do Pinhal Portugal czyli 2 runda Pucharu Świata i pierwsza mistrzostw Europy w rajdach terenowych. Na zawody zjechała czołówka zawodników startujących w Dubaju oraz całe mnóstwo lokalnych riderów, którzy również mieli ochotę na dobre miejsce. Warunki całkowicie inne niż te podczas pierwszej rundy w ZEA. Górzyste tereny, twarde szutrowe drogi, mnóstwo kamieni i wąskie endurowe ścieżki, to krajobraz z którym mieliśmy do czynienia w Portugalii. Na miejsce przyjechaliśmy w czwartek, dzień przed zawodami, mieliśmy czas na rozbicie naszego „obozu” i chwile relaksu przez imprezą. 

W piątek od samego rana były odbiory administracyjne i techniczne oraz briefing, czyli spotkanie organizatorów z zawodnikami w celu wyjaśnienia zasad, omówienia trasy itp. Nigdy wcześniej nie byłem w Portugalii, a wiadomo co kraj to obyczaj. Mimo tysięcy przejechanych kilometrów na rajdach, okazało się, że organizatorzy potrafili mnie zaskoczyć w kilku kwestiach.

Po pierwsze, tankowanie odbywało się w wyznaczonych miejscach bez neutralizacji czasowej. Klimat jak w Formule 1, im szybciej zatankuje cię twój zespół, tym mniej czasu tracisz w wyścigu.

Sprawa nr 2 – cała trasa była oznaczona. Większość zawodników startowała bez roadbooków, nie posiłkowała się mapą, bo organizator zapewnił oznakowanie wszystkich odcinków specjalnych, czyli ponad 370km. Z jednej strony fajnie, bo można było skupić się głównie na trzymaniu gazu, z drugiej jednak umiejętności nawigacyjne nie miały żadnego znaczenia. Popołudniu odbył się krótki 10-cio kilometrowy prolog, na którym mogliśmy zaznajomić się z warunkami panującymi na rajdzie i zobaczyć jak wypadamy na tle konkurencji. Na początek 4 miejsce.

Sobota to pierwszy długi odcinek rajdowy. Start o 8 rano, kolejność według klasyfikacji z prologu i prawie 200km do przejechania. Po drodze mieliśmy 2 miejsca tankowania, mój zespół (Agata i Rafał  💪🏻) spisał się znakomicie, idealnie zgrywaliśmy się na strefach i pit stopy przebiegały bardzo sprawnie. Ja starałem się wykonywać swoją robotę przynajmniej tak dobrze jak oni, wyszło całkiem nieźle i na koniec dnia awansowaliśmy o jedną pozycję w generalce. Po południu mieliśmy jeszcze jeden odcinek „City Stage, którego trasa przebiegała w centrum miejscowości w której przebywaliśmy. Do odcinka startowaliśmy w parach, po 2 równoległych torach, które w połowie się przecinały. Znakomite widowisko dla publiczności i niezwykłe emocje dla nas zawodników.

Niedziela to ostatni dzień rajdu i odcinek o długości 175km. Warunki bardzo podobne do tych sobotnich, trasa może trochę bardziej kręta i ciasna, no i czasami pokrywała się z sobotnią przez co była dużo bardziej wybita dziurami i dużo bardziej kamienista. Strata do 2 miejsca po pierwszych 2 dniach nie była duża jednak odrobienie jej wymagało pewnego ryzyka. W pierwszej części odcinka udało mi się odrobić część strat jednak później konkurencja również przyspieszyła i na koniec skończyłem na 3 miejscu.

Zawody jak najbardziej na plus, 2 runda Pucharu Świata zakończona sukcesem, który daje jeszcze większą motywację do pracy przed dalszą częścią sezonu. W klasyfikacji generalnej też niezły awans i mogę myśleć o fajnym wyniku na koniec roku. Rajdy terenowe preferują zawodników uniwersalnych, którzy pojadą w każdych warunkach. Po niezłym początku w miękkim i piaskowym Dubaju, przyszła lepsza twarda, kamienista Portugalia. Przede mną w tym cyklu jeszcze Hiszpania i Węgry czyli kolejne wyzwania. Zapowiada się znakomite ściganie.