Kontuzja: Co się stało, jak jest i co dalej będzie?

Niestety stało się. Największa zmora sportowców tym razem dopadła i mnie. Mowa oczywiście o kontuzji.

W kwietniu wziąłem udział w II rundzie Mistrzostw Świata w Katarze. Po dobrym miejscu w Abu Dhabi, apetyt na jeszcze lepszy rezultat był spory. Pierwszy odcinek i od samego początku duże zmiany – wspólny start z jednej lini wszystkich zawodników. Z nutką sentymentu przypomniały mi się czasy kiedy ścigałem się w zawodach motocross’owych.

10 sekund do startu… Bieg wbity, palec na sprzęgle powstrzymuje motocykl przed ruszeniem… Poszła flaga w górę! Gaz w opór, wszędzie tylko wzbijający się w powietrze piasek spod kół i ryk silników. Adrenalina sięga zenitu, krew buzuje i dopiero po dłuższej chwili udało mi się nieco uspokoić.

Wszystko na początku szło zgodnie z planem, a nawet lepiej. Przez cały czas jechałem w ścisłej czołówce, notując bardzo dobre międzyczasy. Była szansa na ekstra rezultat. Niestety 3 kilometry przed metą (odcinek miał 230km) stało się. Upadek przy bardzo dużej prędkości, którego w ogóle nie pamiętam. Podobno nawinięte około 150km/h. Z historii wiem, że wyglądało strasznie, bardzo strasznie. Na szczęście jechał za mną zawodnik, Pela Renet który zatrzymał się przy mnie, udzielił pierwszej pomocy i zadzwonił po służby medyczne. Po chwili dołączył do niego jeszcze Helder Rodriguez i wspólnie mi pomagali za co jestem im niezmiernie wdzięczny. Dzięki nim, zostałem przetransportowany do szpitala helikopterem i poddany badaniom.

image

Niestety okazało się, że doszło do złamania kości udowej z przemieszczeniem. Pojawił się również mały krwiak, który na szczęście nie zagrażał zdrowiu. Z bólem musze przyznać, że na pustyni zostawiłem też dwa zęby.

Kontuzja niestety wyklucza mnie na jakiś czas ze ścigania, ale lekarze mówią że i tak miałem szczęście że tylko tak się skończyło. Powoli wracam do zdrowia, w głowie nie widać już żadnych zmian, a zęby mam nowiutkie, chyba nawet lepsze od starych 🙂

Co do nogi, rozpocząłem już rehabilitację, z dnia na dzień widać poprawę, jednak przede mną jeszcze długi okres powrotu do zdrowia. Jestem przygotowany na ból oraz wszelkie wyrzeczenia, a wszystko po to żeby z powrotem móc wsiąść na motocykl i robić to co kocham! Wstępne prognozy przewidują, że na początku sierpnia dojdę już do pełnej sprawności 🙂

Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni! Tego jestem pewien!