Niesprzyjające warunki pogodowe, ulewny deszcz oraz bardzo ciężkie warunki na trasie zmusiły organizatorów rajdu Dakar do odwołania pierwszego odcinka specjalnego. Wszystko za sprawą „Chłopca” czyli po hiszpańsku „El Niño”, który w tym roku wyjątkowo daje się we znaki mieszkańcom Ameryki Południowej.

Żeby rozumieć co to jest „El Niño” musimy zagłębić się w tematykę meteorologii. Nie jest to ani huragan, ani cyklon ani żaden monsun. Otóż jest to zjawisko pogodowe związane ze zmianami wiania wiatrów międzyzwrotnikowych – pasatów. Jak pamiętamy z lekcji geografii i przyrody, pasaty wieją ze strefy wyżów zwrotnikowych ku strefie niżów równikowych. Zgodnie z działaniem siły Coriolisa, wiatry te odchylone są na półkuli północnej w prawo, a na południowej w lewo, czyli są wiatrami wschodnimi wiejącymi w kierunku zachodnim.

Na przykład, pasaty wiejące nad Pacyfikiem powodują przemieszczanie się ciepłych wód powierzchniowych w kierunku Azji. Sprawia to, że w Indonezji poziom morza jest wyższy niż w Ekwadorze o ok. 0,5 m. W efekcie u wybrzeży Ameryki Południowej miejsce wód powierzchniowych zajmują wody głębinowe, woda staje się zimniejsza, a powietrze suchsze przez co jest tu niewiele opadów. Tak właśnie powstała Pustynia Atacama.

Wracając do naszego „Chłopca”, podczas anomalii pogodowej jaką niewątpliwie jest „El Niño”, siła pasatów słabnie, a to zatrzymuje proces tzw. „upwellingu” czyli wymiany ciepłych wód powierzchniowych na zimne wody głębinowe. Wzrastają temperatura wody oraz wilgotność powietrza u wybrzeży Ameryki Południowej, a to zwiastuje ogromne i intensywne opady na całym kontynencie.

Kiedy już wiemy co to jest „El Niño” żadna pogodynka nas już nie zaskoczy. Jednak z pewnością zaskoczy nas pogoda podczas rajdu Dakar. Już przed rozpoczęciem rajdu media donosiły o tragicznych skutkach deszczów, powodziach i licznych ewakuacjach mieszkańców z zagrożonych rejonów. Nawet katalońska prasa bulwarowa donosiła o możliwym odwołaniu rajdu, jednak nikt nie brał tych doniesień na poważnie jak zwykle. W kuluarach mówiło się jednak, że mogą wystąpić okoliczności, które zmuszą organizatorów do odwołania poszczególnych etapów.

etap!

Niestety tak stało się dzisiaj. Uczestnicy rajdu dzień rozpoczęli od długiej dojazdówki. W rejonie, gdzie miał zostać rozegrany odcinek specjalny od rana padał rzęsisty deszcz. Po dotarciu pierwszych zawodników na start OS-u, organizatorzy poinformowali, że w obecnych warunkach rozpoczęcie rywalizacji jest niemożliwe. Motocykliści przez ponad godzinę oczekiwali na zmianę pogody jednak nic jej nie zapowiadało. W końcu dyrektor rajdu Etienne Lavigne zdecydował się odwołać dzisiejszy etap, a jako główną przyczynę podano brak możliwości patrolowania trasy przez helikoptery, które czuwają nad bezpieczeństwem zawodników.

Jutro zawodnicy ruszą w daleką podróż do Termas de Rio Hondo. Do przejechania będzie 786 km w tym 450 km odcinka specjalnego. Planowo miał być to odcinek bardzo szybki, bez wielu trudnych przeszkód, idealny dla zawodników którzy lubią podjazdy pod góry i przejazdy przez rzeki. Jak w rzeczywistości będzie nikt jeszcze nie wie.

Co do naszego Kuby, po wczorajszym dniu z pewnością przeprawy przez rzeki nie będą należeć do jego ulubionych. Jeden błąd spowodował, że Kuba został sklasyfikowany na odległej pozycji, jednak strata jest niewielka i raczej nie będzie mieć wpływu w końcowym rozrachunku.

Co powie Kuba?

Dużo emocji od samego początku. Podobnie jak rok temu tysiące fanów witało zawodników na rampie w centrum Buenos Aires. Jest to naprawdę niesamowite uczucie kiedy każdy z uczestników rajdu może poczuć się jak bohater. Potem był prolog… i ta nieszczęsna rzeka. Na spotkaniu dostaliśmy wiadomość, że rzeka ma 17 cm wysokości, twarde podłoże i generalnie nie trzeba się jej bać. Kiedy woda sięgnęła siedzenia motocykla, pomyślałem, że coś chyba jest nie tak 😀 Na szczęście szybko udało mi się wybrać wodę z filtra i osuszyć go, ale prolog ma to do siebie, że jest króciutki i każda strata czasu powoduje spadek o kilka pozycji. Miejsce zająłem odległe, ale strata jest nieduża. Jedynym problemem jest to, że będę startował za wieloma słabszymi zawodnikami, którzy mocno kurzą na trasie.

Dzisiejszy dzień to niespodzianka, bo warunki pogodowe nie pozwoliły na rozegranie pierwszego etapu. Do biwaku dojechaliśmy asfaltami jadąc w konwoju motocyklistów. Trochę szkoda, ale przynajmniej mam więcej czasu żeby przygotować się do jutrzejszego bardzo długiego odcinka.

KIN_2218 kopiuj