Sezon 2019 zaczął się wyjątkowo wcześnie. Do ścigania wracam po dłuższej przerwie więc głód jazdy jest ogromny. Na początek nie byle co, bo od razu zawody rangi Pucharu Świata. Dzięki współpracy z Husqvarna Motorcycyles miałem okazję wystartować na nowym modelu motocykla w wersji dakarowej.

Zawody typu Baja, w których teraz startowałem, mają inną specyfikę niż rajdy Cross Country w których ścigałem się do tej pory, rządzą się swoimi prawami i posiadają swoje niuanse. Jedną z takich różnic jest chociażby motocykl, który im lżejszy tym lepiej prowadzi się na specyficznej trasie Baja. Jadąc na dakarówce, już na starcie byłem 40 kilogramów cięższy niż reszta stawki. To trochę tak jakbym konkurował ciężarówką z samochodami osobowymi. Ale za to jaką ciężarówką!

Owszem dużo bardziej trzeba było kręcić gazu, ale wrażenia z jazdy niezapomniane. Na zawody polecieliśmy 2 dni wcześniej, aby jeszcze zdążyć odbyć ostatnie testy i wyregulować motocykl pod siebie.  Zabrałem ze sobą kolegę Tomskiego, który odpowiedzialny był za materiały wideo podczas naszego pobytu. Wyniki jego pracy (naprawdę ekstra) można znaleźć na stronie: https://www.youtube.com/channel/UCQpLYVHVPIjOe90Clcqq9DQ/videos.

Po testach przyszedł czas na prawdziwe ściganie. Dzień pierwszy to trochę poznawanie siebie. Musiałem zapoznać się z nowym motocyklem i otoczeniem. Pustynia, pustyni jest nie równa, a ta w okolicach Dubaju paradoksalnie jest zupełnie inna niż np. ta z okolic Abu Dhabi (miasta dzieli tylko 140 km). Tutaj mieliśmy do czynienia z bardzo miękkim piachem i dużo mniejszymi wydmami, które miały bardziej kulisty kształt. Kolejny raz okazało się, że lepiej byłoby jechać lżejszym i bardziej zwrotnym motocyklem. W kontekście Dakaru jednak to był doskonały trening. Niestety w połowie odcinka przydarzyła mi się pechowa usterka. Co się stało?

Pękła ośka trzymająca wahacz i wysunęła się do połowy podnóżka. Nie dość, że tylny wahacz wraz z kołem latał na boki to jeszcze nie mogłem normalnie stać na podnóżkach i zmieniać biegów, bo przeszkadzała wystająca część. Szybko trzeba było skorygować plany i zapomnieć o ściganiu się, a postawić na bezpieczne dojechanie do mety. W tym przypadku nie było to takie proste, a musiałem pamiętać, że całkowite wysunięcie się ośki prawdopodobnie zakończyłoby mój udział w całym rajdzie. Na szczęście udało się dojechać na biwak, dzień ukończyłem na 18 miejscu. Tam motocykl trafił w ręce mechaników, którzy pracowali w pocie czoła żebym następnego dnia mógł wystartować sprawną maszyną.

Strategią na drugi dzień był atak od samego początku i walka o odrobienie strat z poprzedniego odcinka. Startowałem z dość odległej pozycji, udało się dogonić kilku zawodników startujących przede mną i w dużo szybszym tempie ukończyłem odcinek na 11 miejscu, co w klasyfikacji generalnej rajdu dało 10 pozycję. Zawody okazały się mocno sprinterskim wyzwaniem. Pierwszy raz startowałem w tym cyklu na zawodach tej rangi, więc też do końca nie wiedziałem czego się spodziewać, ale na pewno była to doskonała nauka i doświadczenie na przyszłość. Początek sezonu mogę zaliczyć do udanych, daje to nadzieję na lepsze rezultaty na następnych zawodach i walkę o najwyższe cele. Oczywiście w Dubaju nie było by mnie gdyby nie współpraca z najlepszymi sponsorami czyli: LW Bogdanka, Hanesco, Lubelskie, W9 Investment, Shoei Polska.